wtorek, 15 listopada 2011

Moleskine O'le!

Ze względu na moje zamiłowanie do planowania, wyliczania i organizowania lubuję się w kalendarzach. Był już Taschen, TeNeues, moje hand mady, ale po głowie ciągle chodził mi najpiękniejszy, klasyczny Moleskine. Z Moleskinami jest trochę jak z dziełami sztuki - mają większą wartość naddaną niż realną. Do ich chluby czy wręcz namaszczenia przyczynili się z pewnością artyści i pisarze, jak Picasso czy Hemingway korzystający z dobrodziejstwa tych notesów. Owiali je otoczką awangardy, inspiracji i wariactwa. Do tego fenomenalna Amelia i współczesna kultura, uzbrojona w hipsterskie tłumy, płytko i pobieżnie próbujące sięgać źródeł bohemy, ustawili Moleskiny w szeregu z transparentem Must Have. Obok stały metka kiczu i tandety, pseudo-stylu. Niemniej kicz kontrolowany jest moją ulubioną granicą, więc bijąc się w piersi przyznaję, kupiłam Moleskina. Pomimo tandetnej patetyczności jest mały, funkcjonalny, ma bardzo dobry papier i jest ohydnie zwyczajny. A to mi się podoba.

Because of my passion for planning, calculating and organizing, I delight in calendars. There were already Taschen, TeNeues, my hand mades, but the most beautiful, classic Moleskine has niggled me for years. Moleskines are a bit like the works of art - they have a higher overadded value than the real is. To its pride and even anointing certainly contributed artists and writers like Picasso and Hemingway, who profited the benefits of these notes. They encompass diaries with a fabric of avant-garde, inspiration and madness. In addition phenomenal Amelia and contemporary culture, armed with hipsters crowds, shallow and superficial trying to reach the sources of bohemian, lined Moleskines into the row with the -Must Have- banner. Nearby there were standing kitsch and trash tags, pseudo-style. Nevertheless, controlled kitsch is my favorite overseas, so beating my breast I admit; I've bought a Moleskine. Despite the trashy pathetic it is small, functional, has a very good paper and is hideously ordinary. So I like that.

Kalendarze, notesy / Calendars, diaries
Moleskine na paryskiej wystawie w Le Bon Marche' / Moleskine on paris exhibit at Le Bone Marche'  

5 komentarzy:

  1. No fakt, kupno kalendarza czy notesu za prawie 70 złotych, to też jest pewna awangarda, zwłaszcza, że to tylko notes. Prawdopodobnie jest bardzo dobrze wykonany, ale ja miałbym obawy, że zachowuje się jak trampki firmy converse... góra 3 miesiące bez żądnej dziury w materiale czy pękniętej gumy. Ale... Ale jednak ludzie kupują conversy, ja miałem ich chyba ze cztery pary, jedna po drugiej, zanim zmądrzałem jednak... ale point jest tu, że doskonale Cię rozumiem. Też mam dosyć przypisywania must-have do rzeczy, bo to takie... konsumpcjonerskie. Zwłaszcza, gdy nachodzi fala i na sklepach wręcz zaczyna brakować faworyzowanego towaru. Z tym, że doceniać takie rzeczy umieć trzeba, ale przede wszystkim zaczęcie PRZESTAWANIA bycia tępą dzidą i przenoszenia swojego must-heav'u na widoczny level głupoty (patrz: St. Brovar w godzinach szczytu). Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie słyszałem o tych wyrobach, jak i o tej firmie, a zwłaszcza o celebrytach, którzy go używali, wiem już co mi mikołaj w tym roku przyniesie gdyż znam wartość poczciwych wyrobów, które posiadają styl i urok rodem z piwnicy naszych babć. Dzięki Tobie :)) - Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię za prostotę, chociaż mój notes to najzwyklejszy empikowy zeszyt ze zdejmowaną okładką i służy mi całkiem nieźle ;)

    Przeczytałam komentarz powyżej i nasunęła mi się pewna myśl - naprawdę Converse aż tak się zepsuło? Mam dwie pary tej firmy, obie mają już ponad 5 lat i przez pierwsze 3 lata były noszone właściwie codziennie a nigdy nie przytrafiło się im nic złego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Michale, niesamowicie miło mi, że zawierzasz mojemu zdaniu. Niemniej mam pewność, że Moleskine Cię nie zawiedzie, bo bardzo dobrze wpisuje się w Twoją osobę. Ceny zaczynają się już od 29 zł, w zależności od wielkości, okładki, układu stron.. :-)

    Kelly, mi również wystarczają zwykłe zeszyty, bo chodzi przede wszystkim o funkcjonalność kalendarza, ale ja gdzies z tyłu głowy miałam Amelię, i małe marzenie o własnym egzemplarzu. Ten jest moim pierwszym, może to początek przygody, albo początek końca. Przekonamy się w ciągu najbliższego roku ;-)
    Co do conversów ja moich używałam też ok. 5 lat, tłukąc je niemalże każdego dnia. Pewnie ma to związek z użytkowaniem, i/lub miejscem produkcji :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. @kelly - nie wiem czy się aż tak zepsuły, ale bilans jest taki: 4 pary Converse i każda żyła wieczną młodością do 3-4 miesięcy, potem było już tylko gorzej, chodziłem w nich po wszelkich drogach, bezdrożach i aż chciało by się powiedzieć, że po bagnach też, no ale nie jestem aż tak hardy :)) tuż po nich, przyszły trampki Adidasa, żyły 1.5 roku, teraz trampki Vansa i jak na razie, mimo, że umorusane od czubka aż po pięty to trzymają się odważnie. Tak więc pozwalam sobie ww. Conversy wpisać do panteonu nie-zasłużonych :(

    @fashiournalist - fakt, można i za tyle kupić, aczkolwiek na allegro ceny kończą się chyba na 300 złotych ;> wszak, mam nadzieję, że gwiazdor będzie w tym roku bogaty... a i po drodze mam urodziny... A czy wpisze się w moją osobę to nie mam wątpliwości ;> - Michał

    OdpowiedzUsuń
  5. myślę, że Moleskine jest tak pożądany bo właśnie jest tak zaskakująco zwyczajny;)

    OdpowiedzUsuń